Zaloguj się
Wszystkie książki

RYMOWANKI DLA SYNKA CZ.2

AGATA WYSKOCZYŃSKA
R Y M O W A N K I 
    D L A  S Y N K A     
CZ.2
kuchnia tło
grzbiet
chłopiec z balonikami
balonik niebieski
balonik niebieski
balonik żółty
JĘZYKOWE SZURAŃCE
I POŁAMAŃCE
kuchnia tło
balonik żółty
balonik żółty
balonik niebieski
balonik niebieski
kuchnia tło
balonik niebieski
balonik żółty
JĘZYKOWE SZURAŃCE
I POŁAMAŃCE
kuchnia tło
balonik żółty
balonik żółty
balonik niebieski
balonik niebieski
kuchnia tło
balonik niebieski
balonik żółty
MOTYLE

- WIDZĘ MOTYLE!
ALE MOTYLI JEST TYLE...
- NO, ILE?
- NIE WIEM, NIE LICZĘ,
BO SIĘ POMYLĘ.
SZASZŁYK

SZARA MYSZKA Z DUŻĄ PLISZKĄ,
JADŁY SZASZŁYK SREBRNĄ ŁYŻKĄ,
AŻ SIĘ WRONA ROZKRAKAŁA,
ŻE SZASZŁYKA TEŻ BY CHCIAŁA.
motyl niebieski
motyl niebieski
czerwony motyl
czerwony motyl
motyl niebieski
czerwony motyl
motyl niebieski
ŁAKOMCZUSZEK

HUBERT CHRUPAŁ HERBATNIKI 
I PRZYGRYZAŁ NALEŚNIKI.
PRZY TYM ZJADŁ AŻ SZEŚĆ RACUCHÓW!
WIĘC MASUJE SIĘ PO BRZUCHU.
NO A BRZUSZEK, JAK PIŁECZKA,
PEŁEN JAK DREWNIANA BECZKA,
MIAŁ JUŻ DOŚĆ TEGO CHRUPANIA
I CIĄGŁEGO PODJADANIA:
"JUŻ NIE MOGĘ! NIE CHCĘ! NIE!"
AŻ WYRWAŁO MU SIĘ: BŁE, BŁE.
JEŻYK JERZY

JEŻYK JERZY Z DUŻEJ WIEŻY 
COŚ PLANOWAŁ I RYSOWAŁ.
WCIĄŻ WYCINAŁ, WCIĄŻ PRZECINAŁ
I SZLIFOWAŁ, I MALOWAŁ.
MIERZYŁ, WIERCIŁ, STUKAŁ, KRĘCIŁ.
W KOŃCU, W PIĄTEK NA POCZĄTEK,
JEŻYK JERZY Z DUŻEJ WIEŻY
ZROBIŁ SKRZYNKĘ NA PIERZYNKĘ
I KUFEREK NA SWETEREK.
POTEM SZAFKĘ NA ZABAWKĘ
I PÓŁECZKĘ NA KSIĄŻECZKĘ.
TYLE RZECZY ZROBIŁ JERZY-
MAŁY JEŻYK Z DUŻEJ WIEŻY.
KOTEK

MÓJ CZARNY KOTEK
TO NIESFORNY TRZPIOTEK.
GDY WSTAJĘ RANO
SKACZE NA KOLANO,
MACHA OGONKIEM, 
GRYZIE OSTRYM ZĄBKIEM.
WAKACJE

SZEMRZE STRUMYK, SZUMI LAS,
BO WAKACJI NADSZEDŁ CZAS.
BĘDĄ ŚMIECHY I IGRASZKI.
BĘDĄ NAM ŚPIEWAŁY PTASZKI.
ŻABKI W RZECE ZARECHOCZĄ,
GWIAZDKI ZŁOTE ZAMIGOCZĄ.
POTWORKI

DZISIAJ W NOCY, O PÓŁNOCY
COŚ STUKNĘŁO, COŚ HUKNĘŁO,
ZAISKRZYŁO, ZAŚWIECIŁO
I O BALKON UDERZYŁO.
WIĘC WYJRZAŁEM PRZEZ OKIENKO,
ALE BYŁO BARDZO CIEMNO.
PRZYMRUŻYŁEM MOCNO OCZY,
ŻEBY DOJRZEĆ COŚ WŚRÓD NOCY.
I DOSTRZEGŁEM! POD BALKONEM
DWA POTWORKI W MCHU SKULONE,
BARDZO MOCNO PRZESTRASZONE.
WIĘC PODSZEDŁEM DO JEDNEGO,
MÓWIĄC CICHO: "CZEŚĆ KOLEGO.
JA NIC ZŁEGO WAM NIE ZROBIĘ
TYLKO POROZMAWIAM SOBIE.
CO TAKIEGO? CO SIĘ STAŁO?
CO W OGRÓDKU LĄDOWAŁO?"
I POTWORKI DWA SKULONE
JUŻ NIE BYŁY PRZESTRASZONE.
ĆMA

ĆMA SIĘ CZAPKI UCZEPIŁA.
- ZEJDŹ Z MEJ CZAPKI! BĄDŹ TAK MIŁA!
- TEŻ BYM CHCIAŁA, LECZ NIE MOGĘ,
MAM WCZEPIONĄ PRAWĄ NOGĘ!
-ZATRZEPOTAJ WIĘC SKRZYDŁAMI,
SPRÓBUJ RUSZYĆ TEŻ NOGAMI!
PO CO TUTAJ PRZYLECIAŁAŚ?
I NA CZAPCE LĄDOWAŁAŚ?
- CHCIAŁAM PRZYBYĆ TUTAJ W GOŚCI, 
LECZ ZGUBIŁAM SIĘ W CIEMNOŚCI.
I NA CZAPKĘ NATRAFIŁAM,
I NA DOBRE W NIEJ UTKWIŁAM.
WIĘC MI POMÓŻ! NIE KRZYCZ NA MNIE,
BYĆ NIEMIŁYM TO NIEŁADNIE.
ZARAZ SOBIE STĄD POLECĘ,
JUŻ CIĘ WIĘCEJ NIE ODWIEDZĘ!
 
KRASNOLUDKI

W SAMO POŁUDNIE, W MOIM OGRÓDKU 
UJRZAŁEM MAŁYCH PIĘĆ KRASNOLUDKÓW.
KAŻDY MIAŁ BRODĘ I DŁUGĄ CZAPKĘ,
SPODNIE NA SZELKACH, KOSZULĘ W KRATKĘ.
JEDEN NA NOSIE MIAŁ OKULARY,
A CZTERY INNE TAKICH NIE MIAŁY.
DWA KRASNOLUDKI SIEDZIAŁY W CIENIU,
POD KRZAKIEM RÓŻY, TUŻ PRZY KAMIENIU.
JEDEN PRZYKUCNĄŁ MIĘDZY WIERZBAMI,
A TRZY STANĘŁY POD ŁOPIANAMI.
TE KRASNOLUDKI TAK STAŁY, STAŁY,
NIC NIE MÓWIEŁY I NIE ŚPIEWAŁY,
BO TE KRASNALE Z DRZEWA RZEŹBIONE
ZOSTAŁY WCZORAJ W SKLEPIE KUPIONE.
SĄSIEDZI

PRZYSZEDŁ SĄSIAD DO SĄSIADA
I SPOKOJNIE MU POWIADA:
- "MÓJ SĄSIEDZIE, MÓJ MILUTKI
USUŃ SPOD MYCH DRZWI SWE BUTKI,
BO DO DOMU WEJŚĆ NIE MOGĘ,
PRAWIE JUŻ ZŁAMAŁEM NOGĘ, 
GDY NA BUTACH SIĘ POTKNĄŁEM,
KRZYWO NOGĄ POSTANĄŁEM."
NA TO SĄSIAD RZEKŁ MU KRÓTKO:
- "NIE CHCE MI SIĘ, MOŻE JUTRO.
A JAK TOBIE TO PRZESZKADZA,
PRZEPCHNIJ W INNE DRZWI SĄSIADA."
SĄSIAD RADY WIĘC POSŁUCHAŁ,
BUTY SPOD DRZWI POUSUWAŁ.
PRZEPCHNĄŁ WSZYSTKIE W DRZWI SĄSIADA,
KTÓRY NIE CHCIAŁ ICH UKŁADAĆ.
I GDY SĄSIAD DRZWI OTWORZYŁ
MUSIAŁ BUTY SWE UŁOŻYĆ.

MORAŁ Z TEGO TAKI MAMY:
O PORZĄDEK ZAWSZE DBAMY!
PRZYJACIELE

PRZECHADZALI SIĘ SPACERKIEM
WĄŻ Z JASZCZURKĄ, WĄSKĄ ŚCIEŻKĄ, 
A ŻE KAŻDE SMUTNE BYŁO
PRZECIERALI ŁZĘ ZA ŁEZKĄ.

NAPOTKALI JESZCZE ŻABĘ,
KTÓRĄ CHRYPKA COŚ MĘCZYŁA,
I GDY CHCIAŁA ZARECHOTAĆ,
WSZYSTKICH BARDZO ROZŚMIESZYŁA.
ZUPA

WAŻKA ŻUREK UWARZYŁA,
ŻÓŁTY TALERZ PRZYSTROIŁA,
JESZCZE PIEPRZEM PRZYPRAWIŁA,
PYSZNĄ ZUPĄ UGOŚCIŁA.
PRZYJACIELE

PRZECHADZALI SIĘ SPACERKIEM
WĄŻ Z JASZCZURKĄ, WĄSKĄ ŚCIEŻKĄ, 
A ŻE KAŻDE SMUTNE BYŁO
PRZECIERALI ŁZĘ ZA ŁEZKĄ.

NAPOTKALI JESZCZE ŻABĘ,
KTÓRĄ CHRYPKA COŚ MĘCZYŁA,
I GDY CHCIAŁA ZARECHOTAĆ,
WSZYSTKICH BARDZO ROZŚMIESZYŁA.
ZUPA

WAŻKA ŻUREK UWARZYŁA,
ŻÓŁTY TALERZ PRZYSTROIŁA,
JESZCZE PIEPRZEM PRZYPRAWIŁA,
PYSZNĄ ZUPĄ UGOŚCIŁA.
kuchnia tło
balonik niebieski
balonik żółty
balonik żółty
grzbiet
Ocena
0
/ 0
Liczba stron 18
Data utworzenia
Popularność

Umieść książkę na swojej stronie

Skopiuj poniższy kod HTML i wklej go na swojej stronie:

Blog